Blog
paragraf 23% VAT
Soren Sulfur
25 obserwujących 147 notek 231179 odsłon
Soren Sulfur, 1 kwietnia 2017 r.

Odtrutka na kulturowy marksizm w kulturze

632 4 0 A A A

Obrazoburczy spektakl „Klątwa” wywołał protesty i żądania wyciągnięcia prawnych reperkusji wobec autora. Nie tędy droga. Zwycięstwo leży gdzie indziej. W ukazywaniu że tego typu produkty to szmira.

Wolność słowa nie jest czymś, co można stopniować. Tak jak wolność sama-jest albo jej nie ma. I nie może mieć wyjątków. Jeśli nie dopuszczamy jakichś treści, to znaczy że można tak postąpić z każdą treścią. Wolność słowa musi być absolutna, inaczej nie będzie działać. Nie należy się bać obrazoburczych, bluźnierczych i obrzydliwych treści, ale je z pomocą samej wolności słowa zwalczać. Ci, którzy bowiem używają obrazoburstwa chcą właśnie zwiększonej interwencji państwa w nasze wolności, taki jest ich cel.

Spektakl „Klątwa” jest typowym produktem czegoś, co umownie nazywa się marksizmem kulturowym. Marksizm kulturowy to potoczna  nazwa postawy wywodzącej się z szkoły frankfurckiej filozofii, i jest często parowana z „marszem przez instytucje” - strategią walki o komunizm, opracowanej przez włoskiego komunistę Antoni Gramsciego. W wielkim skrócie te prądy intelektualne dopatrują się porażki rewolucji komunistycznej w fakcie istnienia kultury, która uniemożliwia komunizmowi zwycięstwo, ponieważ ludzie odrzucają komunizm jako taki z racji bycia wychowanym w sposób, który sprawia że są wierni istniejącym stosunkom społecznym. Jeśli  chce się więc zaprowadzić rewolucję proletariatu, to należy najpierw rozmontować wzorce kulturowe, które ją hamują. Wtedy interes klasowy stanie się oczywisty i zwycięży.  By to osiągnąć, należy zająć pozycje producentów kultury, myśli i opinii w społeczeństwie. Z czasem dzięki temu można wyprodukować dostateczną ilość aktywistów, którzy zaczną wpływać na politykę i zajmować ważniejsze stanowiska. W międzyczasie następuje przesiąkanie do struktur edukacji publicznej, a więc indoktrynuje się dzieci od najmłodszych lat, powoli zmieniając curriculum. Opinia publiczna zaś jest pacyfikowana poprzez przesuwanie coraz dalej i dalej tego, co jest dozwolone, na zasadzie oswajania. W ten sposób łamane są po kolei bariery i niszczone bezpieczniki społeczeństwa. Zasada jest prosta-jeśli ktoś jednym krokiem naruszyłby naszą prywatną przestrzeń - zareagowalibyśmy szybko i zdecydowanie sprzeciwem. Ale jeśli ktoś tylko trochę naruszy tą przestrzeń, a w odpowiedzi na naszą kontrreakcję - raczej spokojną, stonowaną, bo przecież „nic takiego się nie stało” - cofnie się, ale tylko odrobinkę, to powoli, powoli w ten sposób nasza przestrzeń zostanie ograniczona, a my sami zostaniemy oswojeni z ideą, że ktoś narusza naszą przestrzeń i nie będziemy widzieć w tym nic złego. W końcu ten ktoś będzie tak blisko, że będzie mógł nas udusić. A my nie będziemy czuć zagrożenia. 

Jedną z najpotężniejszych, a niedocenianych metod, w jaki się to osiąga, jest budowanie historii, sprzedawanych w kulturze popularnej jak i wyższej. Ludzki mózg bowiem nie przyswaja myśli, postaw i wartości poprzez lekturę tabel i uczonych wywodów, ale - poprzez historie, narracje, opowieści. Dlatego największe religie świata to zbiór opowieści, a najskuteczniejsze reklamy to mini-historie. Każda zaś historia to sztuka sprzedawania otoczki-akcji, zdarzeń, obrazów atrakcyjnych dla oka-co przykuwa uwagę, ale tak naprawdę chodzi o to co jest pod tym, czyli o warstwę w której bohaterowie opowieści coś odkrywają o sobie, i na końcu staja się przez to odmienieni. Historie dlatego są tak ważne dla ludzi i cieszą się takim powodzeniem, ponieważ opisują to, co każdy człowiek nieustannie przeżywa i doświadcza, opisują fazy ludzkiego działania. I nie ma znaczenia, czy jest to poważny dramat obyczajowy, komedia czy historia fantastyczna, tudzież bajka dla dzieci. Wszystkie podążają tymi samymi prawidłami i rządza się nimi w taki sam sposób. Odpowiednio opowiedziana historia jest potężniejsza od największego odkrycia naukowego czy bomby. Trafia bezpośrednio do naszego mózgu, omijając w dużej mierze jego świadomą część-przyswajamy w ten sposób treści całościowo. I dlatego właśnie opanowanie produkcji filmów, książek, teatru, komiksów, czy muzyki stało się celem kulturowych marksistów.

Oczywiście nie jest możliwe, aby ludzie wierzący np. w wolność jednostkową każdej istoty ludzkiej przyjęli entuzjastycznie dajmy na to film sławiący niszczenie tejże jednostki w imię kolektywu.  Nie można po prostu przedstawić coś odwrotnego.  By móc sprzedać taki motyw należy to zrobić pod płaszczykiem prawdziwej, szczerej „krytyki” istniejącego stanu rzeczy. Zawsze bowiem są jakieś niedoskonałości, problemy, zawsze jest jakaś hipokryzja do napiętnowania i zawsze są jakieś przekłamania w dominujących postawach społeczeństwa. Krytykuje się więc to. Celem nie jest jednak przekonanie do czegoś konkretnego, ale zniechęcenie do tego, co jest. Nie zastępuje się tego, co się „krytykuje” niczym pozytywnym, nie proponuje się alternatywy ponad banały. W ten sposób właśnie obchodzi się problem propagandy. Propaganda nie tyle bowiem krytykuje to, co jest, ale jeszcze sufluje to, co ma być. Ludzie jednak nauczyli się odrzucać propagandę. Ale nie nauczyli się odrzucać krytyki. Sztuka więc polega na tym, by zaatakować, ale nie dać nic w zamian. Zasiać ferment, usunąć ziemie spod nóg. Wtedy kultura się zaczyna sypać. Przewrotność i skuteczność tej metody polega na tym, że wytkniecie błędów w kulturze nie jest bezstronne – dobiera sie krytykę tak, by popychała ona społeczeństwo w określonym kierunku. Dlatego krytyce podlegają np. stosunki kapitalistyczne czy rodzina, religia, pojęcie narodu i wspólnoty (rzeczy spajające) - ale już nie patologiczny altruizm, socjalizm, ateizm czy to co  w Polsce przyjęło się nazywać  „ideologią gender”. W ten sposób demontaż  obecnej kultury popycha społeczeństwo powoli w objęcia antywartości, które zamiast spajać rozbijają. Wtedy albo ludźmi zacznie rządzić wymarzony interes klasowy, a jeśli nawet nie, to ludzie będą tak skłóceni, że rolę rozjemcy zamiast instytucji kultury będzie musiało podjąć państwo, rozbudowując się nieustannie i tworząc idealne warunki na to, by „pstryknąć przełącznikiem” i wprowadzić odgórnie komunizm. Tak więc metoda ta odpycha ludzi od krytykowanej rzeczywistości, nie proponuje nic w zamian, ale nakierowuje na różnej maści aktywistów, edukatorów i polityków lewicowych, wykonujących marsz przez instytucje, którzy tak uzyskane „momentum” wykorzystują w celu zwiększenia władzy państwa nad życiem ludzi.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Trochę się zgodzę a trochę nie. O tym sponsoringu to nie wiedziałem, ciekawa sprawa, ale to...
  • Mam zamiar pisać o tym w przyszłości, ale w skrócie rzeczywistość narzuca zakres...
  • To się wszystko zgadza. UE daje pozytywne rezultaty. Dlatego krytyka tej instytucji nie oznacza...

Tagi

Tematy w dziale Kultura